KONCERT ŻYCZEŃ
Automatyzacja niektórych aparatów fotograficznych poszła tak daleko, że - jak żartują fachowcy w prasie zagranicznej -brakuje już tylko urządzenia, które by oceniało dokonany przez fotografującego wybór tematu.
Rzeczywiście automatyczne ustalanie warunków ekspozycji jest już bardzo rozpowszechnione, ostatnio zapanowała moda na samoczynny przesuw błony i naciąg migawki, dwie wytwórnie zlikwidowały nawet w niektórych modelach odnośną dźwignię.
Od czasu prototypu Canon Auto Focus 35 z 1963 roku, zbudowanego na zasadzie pomiaru kontrastu na matówce (maksymalny kontrast odpowiada optymalnej ostrości), prowadzono prace nad układami nastawiającymi samoczynnie na ostrość. Najnowszy Canon AF 35 M posługuje się wahli-wie osadzoną diodą elektroluminescencyjną E wysyłającą promienie podczerwone. Ruch obrotowy diody, połączony mechanicznie z wysuwem (a właściwie - cofaniem się) obiektywu, ulega zatrzymaniu, gdy jej promienie natrafią na najbliżej położony w osi obiektywu przedmiot zdjęcia i odbiją się od niego, co spowoduje maksymalny wzrost promieniowania podczerwonego, odbieranego przez czujnik Natychmiast po przejściu tego maksimum czujnik wysyła sygnał blokujący obiektyw w położeniu optymalnym ze względu na ostrość odwzorowania przedmiotu odbijającego promienie.
Amerykańska firma elektroniczna Honeywell, doświadczona w miniaturyzacji urządzeń sterujących pojazdami kosmicznymi i pociskami rakietowymi, pokusiła się o zbudowanie „czarnej skrzyneczki", którą można byłoby sprzedawać producentom aparatów.
Obrazy z dwóch okienek dalmierza padają tam na dwa lustra ustawione pod kątem 45° do osi optycznej obiektywu, z których jedno jest stałe, a drugie obraca się o niewielki kąt do pozycji symetrycznej z pierwszym (odpowiadającej nastawieniu na nieskończoność), jednocześnie z przesuwem obiektywu do tyłu. Obydwa ruchy ustają z chwilą, gdy obwód kontrolny nada sygnał, że obrazy środkowej części pola widzenia, odbite przez oba lustra, są praktycznie jednakowe.
Urządzenie to, nazwane Visitronic Auto-Focus, zaczęto w r. 1978 wbudowywać do różnych japońskich aparatów dalmierzowych.
Drogę zastosowania rodzaju „sondy ultradźwiękowej" o-brano natomiast w aparatach Polaroid Sonar Auto Focus. Nastawienie odległości wynika tu z pomiaru czasu upływającego do powrotu „echa" fal ultradźwiękowych, wysyłanych przez przetwornik'równolegle do osi optycznej obiektywu.
Tak więc wytwórcy- sprzętu fotograficznego mogą teraz zautomatyzować jeszcze jedną funkcję swoich wyrobów.
Na tym nie kończy się pomysłowość konstruktorów. Zróbmy małe zestawienie najbardziej interesujących koncepcji, nie zawsze zresztą utrzymujących się potem na stałe w produkcji:
obiektyw o zmiennej ogniskowej ze stopniowaną „miękkością" obrazu, oddzielnie dla bliższego i dalszego planu (Tamron SP 1:2,8/70-150 mm),
wbudowany reflektorek ułatwiający funkcjonowanie u-kładu automatycznego nastawiania na ostrość (typu Vi-sitronic) w złych warunkach oświetleniowych (Fujica AF),
automatyczny włącznik wbudowanego flesza, reagujący na odpowiedni sygnał „o ratunek" ze strony układu sterującego ekspozycją - naturalnie trzeba odczekać kilka sekund, zanim się naładuje kondensator lampy i zacznie pulsować zielone światło (Kodak Tele-Ektralite 600),
akustyczna i świetlna sygnalizacja działania samowyzwa-lacza (Olympus XA),
migawka o czasach sterowanych na drodze zliczania impulsów generatora kwarcowego, co redukuje jej błąd do wartości poniżej 1/30 000 sekundy (Contax 139 Ouartz),
aparat małoobrazkowy z wymiennymi kasetami, umożliwiający w każdej chwili zmianę używanej błony, dotychczas praktykowaną tylko w większych formatach (Rollei-flexSL2000 F),
urządzenie do wyświetlania miniaturowych napisów na marginesie błony: w jednym aparacie będą to napisy dowolne, 25-znakowe, „dyktowane" klawiszami, jak w ma-
szynie do pisania (Chinon Info-Back), w innym - data (rok, miesiąc, dzień) lub dokładny czas (dzień, godzina, minuta) nadawany przez wbudowany zegar kwarcowy (Olympus OM-10 Ouartz)!
W dziedzinie materiałów pozytywowych czynione są próby obejścia się bez deficytowego srebra. Tak np. metoda Electro-color koncernu 3M polega na elektrolityczn m osadzaniu się farb w kolorach subtraktywnych w naświetlonych miejscach materiału pokrytego warstwą przewodzącą prąd elektryczny. Wymaga to trzech kolejnych naświetleń przez odpowiednie filtry addytywne i trzech kąpieli, ale wszystko - oprócz nastawienia ostrości powiększonego obrazu - odbywa się automatycznie.
Konwencjonalne materiały obrabia się już powszechnie w dużych, zautomatyzowanych instalacjach, choć są też wytwarzane urządzenia do szybkiej obróbki w małych laboratoriach profesjonalnych lub nawet amatorskich.
„A mnie się marzy kurna chata" i gotów jestem jeszcze na jakiś czas odłożyć koncert życzeń dotyczący urządzeń bardzo Wymyślnych, a co za tym idzie - kosztownych, żebyśmy tylko mieli pod dostatkiem materiałów i sprzęt podstawowy, ale na niezbędnym poziomie iakości i niezawodności.